Ostatnie pożegnanie śp. Waldemara odbędzie się 25.11.2025 w Nakle nad Notecią o godz. 11 na Cmentarzu Nowofarnym w parafii św. Wawrzyńca.

Waldemar Szalbierz.
Waldemar Szalbierz – wspomnienie
Mógłby być wspaniałym radiowcem. Miał ciepły, odpowiednio niski tembr głosu, który przyciągałby słuchaczy radiowych, bez względu na sens wypowiadanych zdań. Kiedy prowadził imprezy szkolne lub sportowe, wszyscy wsłuchani byli w dźwięki płynące z głośników, a jeśli prowadził konferansjerkę ze sceny, jego głos dodawał mu blasku męskiej urodzie. Starzał się niezauważalnie. Dopiero, kiedy wpadło w ręce, albo bardziej w oko, jakieś zdjęcie z obozu sprzed kilku lat, dało zauważyć się postęp czasu na twarzy Waldka.
Pierwszy raz z Waldkiem spotkałem się w 1976r. w „Mechaniku nr 2” na Słonecznej.
Ja byłem uczniem 2 klasy Liceum Muzycznego, którego dyrekcja wystarała się dla mnie internat w tamtejszym Zespole Szkół Mechanicznych, gdzie Waldek Szalbierz był nauczycielem wychowania fizycznego. Poproszono mnie, bym założył w zamian za miejsce w internacie zespół muzyczny, którego opiekunem został właśnie Waldek. Założyliśmy z chłopaków zapaśników-mechaników kapelę podwórkową. A ponieważ chłopcy z kapeli (były jeszcze w zespole dwie dziewczyny) szczególnie lubili grać utwory „Beatlesów” i „Czerwonych Gitar”, z czasem przekształcili się w zespół „Żuki”, który istnieje do dziś.
Po raz drugi zeszły się nasze drogi w roku 1990 w Szkole Podstawowej nr 60, gdzie Mieczysław dyrektor zatrudniał nas do pracy. Waldek był już uznanym organizatorem sportowym, ja początkującym nauczycielem. Waldek przyszedł do pracy w „sześćdziesiątce” równocześnie ze Stasiem Bednarkiem i Jasiem Milą, wizytatorami do spraw sportu z bydgoskiego Wydziału Oświaty. To właśnie ta trójka wraz z Tomkiem Zaczkiem, stworzyła solidne fundamenty, by w przyszłości szkoła kojarzona była ze sportem i odnosiła znaczne sukcesy w różnych dyscyplinach sportowych. Waldek wychował wielu wspaniałych sportowców, m. in. Michała Winiarskiego – wielokrotnego zawodnika Kadry Narodowej w piłce siatkowej mężczyzn. W 2004 roku odszedł oficjalnie na emeryturę, ale jeszcze przez dwa lata prowadził siatkarską klasę sportową.
Po raz trzeci zeszły się nasze drogi w listopadzie 2009r. Prosiłem Waldka, by od 1 grudnia pomógł mi uporządkować pracę na basenie przyszkolnym „Laguna”. Wiedziałem, że Waldek nie lubi „papierologii”, ale byłem przekonany, że zaangażuje się w pracę całkowicie i szybko zorientuje na swojej nowej kierowniczej posadzie.
Wpadałem do niego codziennie na godzinną poranną herbatę, albo kawę i pogaduchy od „Sasa do lasa”. Myliłby się ten, który uważałby, że to ja byłem zasłuchany w jego niski tembr głosu, a Waldek opowiadał. Waldek był wspaniałym słuchaczem, a sprawy służbowe przemycał gdzieś pod koniec spotkania. Początkowo dziwiłem się, że o sprawach ważnych, służbowych mówił a w zasadzie wspominał mimochodem i pozwalał na beztroskie rozmowy o niczym, ale on wiedział, że kiedy zacznie poruszać tematy basenowe, w tym momencie wszystkie inne zejdą na plan dalszy i zacznę drążyć problem.
Któregoś maja, chyba w 2012 roku zaproponowałem Waldkowi wypad na Warmię i Mazury, by znaleźć i obejrzeć miejsca na zorganizowanie szkolnych kolonii. Zdawałem sobie sprawę, że to już trochę późno, ale mówiono mi, że ciągle jeździmy w to samo miejsce i dzieciakom się nudzi. Jola z Janką wyszukały dla nas cztery adresy z Internetu i ruszyliśmy w nieznane. Zależało mi na tym, by w wakacje pokazać dzieciakom coś nowego, ciekawy zakątek naszego kraju. Do Mrągowa dojechaliśmy około 13-stej. Po krótkim posiłku zaczęliśmy odwiedzać zaplanowane miejsca. Było drogo. Warszawiacy, którzy zjeżdżali w te tereny podbijali ceny, więc trudno było negocjować. Jeden ośrodek znaleźliśmy w totalnej głuszy nad jeziorem, podobał nam się, ale terminy nie pasowały. W końcu około 16-stej zaproponowałem, byśmy pojechali jeszcze dalej w suwalskie, może tam coś znajdziemy. Byłem na Wigrami i okolicy dwa razy – dawno temu, ale żadnego adresu nie pamiętałem. Zdawałem sobie sprawę, że dojedziemy późnym wieczorem. Uprzedzałem przed wyjazdem Waldka, że to może skończyć się dwudniową wyprawą.
Ruszyliśmy dość późno. Czym dalej jechaliśmy na wschód, tym bardziej zapuszczaliśmy się w krajobraz zimowy. Jeziora z powrotem były zamarznięte, pobocza i pola zaśnieżone, lasy stawały się jakby wyższe, gęściejsze. Do Augustowa wjechaliśmy nocą. Lucyna w tym czasie w Bydgoszczy ustaliła adres i telefon właścicieli pensjonatu w Kuklach. Gdyby nie te telefony komórkowe… Na szczęście właściciele odebrali telefon. Akurat zjechali do ośrodka i zgodzili się nas przyjąć, uprzedzając jednocześnie, że dom jest nieogrzany, bo całą zimę stał pusty. Skręciliśmy na Sejny w prawo i zanurzyliśmy się w drogę pełną ciekawskich spojrzeń z obu stron lasu. Wiedziałem, że przy tablicy Kukle należy zjechać w polną drogę, a potem…? Z godzinkę pobłądziliśmy, by wreszcie dotrzeć na miejsce. Ten agroturystyczny dom, to był kawał hotelu nad jeziorem z dala od głównej drogi, tuż przy granicy z Litwą. Umówiliśmy się z gospodarzem przy kolacji, że jutro omówimy sprawy organizacyjno-finansowe. Waldek wyszedł do samochodu po torbę z rzeczami, ja udałem się do pokoju. Czekałem pół godziny sądząc, że jeszcze wdał się w dyskusję z gospodarzami. W końcu przyszedł.
– Gdzie byłeś tak długo? – spytałem.
– Wyobraź sobie, że poszedłem do samochodu, wyjąłem torbę i kiedy już zamknąłem drzwi od samochodu, światło przy wejściu zgasło i nie wiedziałem, dokąd iść. Czekałem, aż wzrok się przyzwyczai.
Rano (o siódmej) Waldka już nie było. Zjawił się tuż przed śniadaniem oznajmiając, że zwiedził już okolicę. Był bardzo zadowolony. Po śniadaniu pojechaliśmy do innego pustego domu-hotelu w Sumowie nad jeziorem Dmitrowo i tam omówiliśmy warunki i termin obozu-kolonii. Kolonie rozpoczęły się bodajże 6 sierpnia i już następnego dnia Waldek dzwonił, że plaża jest dzika i nie należy do ośrodka. Jeszcze tego samego dnia prosiłem konserwatorów by spakowali linę basenową i wysłali pocztą kurierską. Po powrocie z Würtzburga wpadłem przy okazji do nich na trzy dni, przywożąc przy okazji troje spóźnionych kolonistów. Waldek postarał się, żeby wszystko było dograne. Tego samego dnia odwiedziliśmy dwór Miłosza w Krasnogrudzie i po południu poszliśmy nad jezioro Dmitrowo. Już nie pamiętam, kiedy widziałem tak klarowną wodę w jeziorze, gdzie można było obserwować dno. Plaża była strzeżona przez naszego ratownika a lina wyznaczała obszar kąpieli dla kolonistów. Wokół ośrodka był też duży teren z boiskami do piłki nożnej i siatkówki, gdzie Waldek prowadził treningi dla uczniów klas siatkarskich. Ciekawe było też niebo gwiaździste nocą, niezabrudzone przez światła z okolicy. Idealne warunki dla amatorów obserwacji nieba. Drugiego dnia odwiedziłem przy okazji Wilno i Troki (namawiając Doriana do spróbowania kibinów, specjału Tatarów), na spływ Czarną Hańczą już zabrakło czasu. Nie budząc Doriana, nie żegnając się z Waldkiem, trzeciego dnia wstałem o czwartej nad ranem i wyjechałem do Bydgoszczy, podpisać ważne dokumenty.
Rok szkolny 2014/2015 zapowiadał się dość ciekawie (25-lecie szkoły) ale nic nie zapowiadało, że będzie to rok trudny dla wszystkich. Latem wyjechałem z żoną i przyjaciółmi do Bratysławy, by stamtąd robić wypady do Wiednia. Zadzwonił Waldek, by powiadomić o tym, że parkiet, który przywieźli do sali gimnastycznej ma dużo sęków i firma powinna go wymienić a budowa boisk stoi. Upoważniłem Waldka, do decydowania o tym, jaki parkiet będzie na sali. Po powrocie z Bratysławy wpadłem do szkoły sprawdzić, jak przebiega remont sali. Parkiet był już położony, bez sęków i ustalano jakie pomalować linie. Na boisku prace szły zrywami, głównie nocą. Waldka już nie było. Pojechał do Ustki prowadzić szkolne kolonie. Poprosiłem go telefonicznie, by zarezerwował jakieś lokum dla czterech osób na trzy dni. Zjechaliśmy na weekend Ustki, by przekonać się, że kolonie trawi jakiś wirus (mieszkaliśmy poza ośrodkiem). Na szczęście Waldek namówił na wyjazd lekarza. który nawet się nie spodziewał, że będzie miał przez całe 2 tygodnie robotę. Otóż jeden z siatkarzy gimnazjalistów przyjechał nie wyleczony i zaraził kolegów. Ci zarazili następnych i następnych… Potem matka – pielęgniarka, pracująca w szpitalu, która zaraziła syna siatkarza, wykłócała się o odszkodowanie za to, że syn z powrotem zachorował, że trafił na jeden dzień do szpitala i – jak to jest dziś w zwyczaju – zrobił sobie stamtąd sesję zdjęciową, zamieszczając ją w Internecie.
Nie mieliśmy nawet czasu, by się spotkać i porozmawiać. Dopiero we wrześniu wszedłem do kierownika, by omówić program uroczystości związanych z 25-leciem szkoły.
Waldek poprowadził jeszcze koncert z okazji 30-lecia szkoły, na który zaprosiliśmy zespół „Żuki”. Po koncercie obiecaliśmy sobie, że jeszcze się spotkamy, ale ciągle brakowało czasu.
Odszedł wspaniały pedagog, organizator, przyjaciel… z którym tyle miałem tematów do omówienia….
Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci. Niech odpoczywa w pokoju. Amen
Leszek Gozdek

7 komentarzy
Marcin · 2025-11-19 o 20:03
Mistrzu! Spoczywaj w spokoju…
Jacek Janowski · 2025-11-19 o 23:24
Waldku. Nie mówię żegnaj…mówię do zobaczenia…
Mateusz · 2025-11-21 o 12:24
Kiedy i gdzie pogrzeb
Marcin · 2025-11-24 o 10:11
Ostatnie pożegnanie śp. Waldemara odbędzie się 25.11.2025 w Nakle nad Notecią o godz. 11 na Cmentarzu Nowofarnym w parafii św. Wawrzyńca.
Arkadiusz · 2025-11-20 o 11:17
Fantastyczny człowiek, trener, pedagog…
Panie Waldku, do kiedyś tam…
Grzegorz Szalbierz · 2025-11-20 o 20:40
Super test o tacie. Dziekuje
Rafał Moś · 2025-11-25 o 07:18
Piękna historia. Wielki człowiek.
Mieliśmy szczęście być jego uczniami.